MENU

4.1.14

Denko - Grudzień 2013


Cześć wszystkim! Podczas gdy ulubieńcy roku wciąż powstają w wielkim trudzie i męczarniach, postanowiłam zabrać się za grudniowe denko, w końcu na nie też najwyższy czas.

Tym razem znalazło się kilka produktów, które z wielkim żalem wyczyściłam do dna (Eris, L'orient, AA ECO), choć są i takie, których pozbywam się z ulgą (bye bye Green Pharmacy :)). Wolę skupić się najpierw na bohaterach pozytywnych, tak więc z łezką w oku zaczynam właśnie od nich :P Poniżej przedstawiam dwa kosmetyki, po które chętnie sięgnę ponownie.


1. Waniliowy balsam do ciała z masłem shea L'orient - uwielbiałam go, ale był równie drogi co dobry, więc w najbliższym czasie nie wiem czy uda mi się powtórzyć zakup. To raczej masło shea z dodatkiem naturalnych olei, niż balsam do ciała, ale nie zmienia to faktu, że korzystałam z niego codziennie i z ogromną przyjemnością. Zapraszam do szczegółowego posta na jego temat <klik>


2. Krem pod oczy Dr Irena Eris Duoprocess - udało mi się kupić na promocji i bardzo go lubiłam. Samo opakowanie jest śliczne, ma bardzo sensowny i higieniczny dozownik z pompką. Krem jest przeznaczony na dzień, ale używałam go również na noc mieszając z olejem arganowym. Wydajny, treściwy, świetnie nawilża i koi okolice oczu. Podczas jego stosowania nie narzekałam ani na worki ani na cienie pod oczami. Chętnie kupię ponownie.



3. Dyniowy balsam do ciała AA ECO - to był dobry miesiąc dla balsamów do ciała. Dyniowy kosmetyk również zaliczam do bohaterów pozytywnych. Bardzo dobry produkt, o krótkim, naturalnym składzie. Sprawdzi się przy każdym rodzaju skóry, choć przeznaczony jest głównie dla tej suchej i wymagającej regeneracji. Nie jest to typowy tłuścioch, po rozsmarowaniu, nawet lekko matowi skórę, jednocześnie ją odżywiając. Minusem jest dość wysoka cena i nienajlepsza wydajność. Recenzja tutaj <klik>

4. Krem do stóp przeciw odciskom i zgrubieniom Green Pharmacy - i tu kończą się pieśni pochwalne. Oj Green Pharmacy.. znowu będą baty. Jeśli liczycie, że ten krem zrobi z waszymi stopami coś czego nie robią inne bublowate kremy do stóp, to się przeliczycie. Nie robi nic, wcale nie zmiękcza (tym bardziej że nie mam wielkich problemów w tym temacie), ale jeśli chcecie żeby wasze nogi pachniały lasem i szyszkami możecie kupić :P Na szczęście drogi nie jest. Dodatkowo, wkurza mnie, że produkty GP są opisane jako kosmetyki naturalne, skoro wszystkie, które dotąd używałam zawierają parabeny (więcej informacji tu <klik>)


5. Cukrowy peeling do ciała Perfecta Spa - wstyd się przyznać jak długo leżał w mojej łazience. Jeśli ktoś zajrzy do jego recenzji <klik> i sprawdzi datę, po czym odejmie od niej jeszcze z miesiąc, wszystko stanie się jasne. Wstyd jeszcze większy, bo we wpisie chwaliłam go pod niebiosa, tymczasem, gdzieś w połowie opakowania sięgałam po niego coraz rzadziej. Powodem była parafina i mimo, że pomarańczowo-waniliowy zapach wciąż kocham, sam peeling ostatecznie nie wylądował w ulubieńcach, ale trafił prosto do denka.

6. Żel do mycia Isana - Aloes i Jogurt - bez rozpisywania się, kolejny tani i przyjemny żel z Isany, bardzo polubiłam to połączenie zapachowe.


7. Szampon do włosów farbowanych Aussie Color Mate - dla mnie bubel w wysokiej cenie. Ładny zapach, dużo szumu w okół marki. Na jego temat napiszę tyle, że niesamowicie plącze włosy. Więcej szczegółów w recenzji <klik>

8. Płyn Micelarny Oeparol - a mógł być moim ulubieńcem. Tani i dobrze zmywał makijaż, nie drażnił zapachem, jednak czasami podrażniał okolice oczu, co niestety go przekreśla. Na jego miejscu wylądowała w końcu różowa Bioderma, z której na razie jestem bardzo zadowolona :)

To już wszystkie grudniowe zużycia, dajcie znać czy stosowałyście te produkty, może macie o nich odmienne zdanie lub coś szczególnie wpadło Wam w oko?

pozdrawiam
rose&vanilla
SHARE:
© 2025 ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig