Przyznam, że firma wie jak zainteresować klienta. Mimo że tak właściwie, poza ładnym opakowaniem i pachnącą zawartością nie dostajemy niczego nadzwyczajnego. Ot, perfumowane cudeńka, które cieszą oko i nos. Aż tyle i tylko tyle, a kosztuje całkiem sporo ( ok 35 zł za jeden produkt). Nie jestem stałą klientką Bath & Body Works, ale jak dotąd, z asortymentu sklepu najbardziej przypadły do gustu żele pod prysznic i wody perfumowane - taka Japanese Cherry Blossom służyła mi bardzo długo i okazała się zaskakująco trwała. A jak się sprawował tytułowy słodki groszek?
Sam zapach jest bardzo intensywny i słodki, jednak bardziej niż kwiaty, przypomina mi gęsty sok owocowy (może malinowy?). W wersji żelu pod prysznic bardzo przypadł mi do gustu i tu intensywność zaliczam na plus - pięknie pachnie podczas kąpieli i długo utrzymuje się w łazience. Na skórze zostawia lekką mgiełkę zapachu. W dodatku jest bardzo wydajny (pojemność to 295ml).
Balsam natomiast (265 ml) moim ulubieńcem raczej nie będzie, tego względu, że nie przepadam za mocno perfumowanymi kosmetykami do pielęgnacji. Do tego zapach nie do końca jest mój i czasem lekko mnie drażnił. Skład moim zdaniem dość przeciętny, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Mimo tego, działa przyzwoicie, lekko się rozprowadza (konsystencja podobna bardziej do mleczka niż balsamu) skóra jest nawilżona, miękka i aksamitna w dotyku. Tak więc lubiącym mocno pachnące smarowidła powinien się spodobać.
Skład balsamu do ciała:
Krótko podsumowując, żel pod prysznic jak najbardziej na tak. Mleczko niezupełnie, sama bym go nie kupiła. Jednak apetyt mam zaostrzony, szkoda, że nie mam dostępu do sklepu, bo chętnie zaopatrzyłabym się w inne wersje żeli. Ciekawią mnie również świece zapachowe.
Jaki macie stosunek do kosmetyków Bath & Body Works? Które linie zapachowe są według Was warte wypróbowania? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii :)
pozdrawiam
Kinga