Po trzech miesiącach stosowania serum Long4Lashes przyszła pora na ostateczną aktualizację. Jak przedstawiają się efekty możecie zobaczyć w dalszej części posta. Mnie rezultat bardzo zaskoczył, bo nie spodziewałam się, że odżywka za kilkadziesiąt złotych będzie się spisywała równie dobrze co jej kilkakrotnie droższe odpowiedniki.
Zdjęcia pochodzą z 7 lipca (przed) i 7 października (po). Rzęsy lekko pociągnęłam tuszem z tego względu, że końcówki są jasne i na zdjęciach bez maskary nie widać pełnego efektu. Drobne różnice w źrenicach wynikają stąd, że przez gapowatość za pierwszym razem sfotografowałam lewe, a za drugim prawe oko. Ponieważ efekt na obu jest właściwie taki sam, myślę, że nie będzie to dla nikogo stanowiło problemu.
Jeśli chodzi o wrażenia z kuracji pisałam na ten temat w pierwszym wpisie. W tej kwestii nie zmieniło się nic, zainteresowanych odsyłam więc <tu>. W poprzednim poście możecie też poczytać więcej na temat składu odżywki. Nie chcę się powtarzać, więc wspomnę tylko, że zawiera bimatoprost. Jest to składnik leku na jaskrę, powszechnie stosowany w wielu odżywkach tego typu. Nie zauważyłam u siebie żadnych skutków ubocznych, jednak rozumiem, że niektórzy mogą mieć opory przed stosowaniem serum. Sama będę próbowała znaleźć produkt o innym składzie i mam nadzieję, że będę mogła pochwalić się zbliżonymi efektami.
Podsumowując, odżywce rewelacyjnego działania odmówić nie można. Jestem zachwycona stanem moich rzęs i uważam, że nie ma sensu kupować kilkakrotnie droższych produktów na bazie tego samego składnika. W tym momencie w internecie Long4Lashes można nabyć za około 50 zł. Stosuję ją ponad trzy miesiące i jeszcze się nie skończyła, więc myślę, że cena nie jest wygórowana.
pozdrawiam
Kinga