MENU

5.1.15

Grudniowe zużycia - mini recenzje





Witam w Nowym Roku :) Styczniowy kalendarz zawisł na ścianie, zatem pora na ostateczny rozrachunek z 2014. Zużycia ubiegłego miesiąca zagościły na blogu. Jeśli jesteście zainteresowane, zapraszam do lektury, tym bardziej, że w grudniu pożegnałam się z całkiem fajnymi produktami.

1. Greenland shower cream rice milk&vanilla - Greenland to holenderska marka kosmetyków naturalnych specjalizująca się w produktach do pielęgnacji ciała. Ich żel pod prysznic o aromacie mleka ryżowego i wanilii szybko zaskarbił sobie moją sympatię. Zapach jest nienachalny, ale bardzo przyjemny i relaksujący. Żel ma kremową konsystencję, jest delikatny i, dodatkowo, lekko nawilża skórę.

2. Himalaya Nourishing Hand Cream - eee taki ten krem bez szału. Ani nie pachnie ładnie, ani nie nawilża rewelacyjnie. Przynajmniej wchłaniał się szybko, no i był tani. Na pewno nie będę za nim tęskniła, choć planuję dać Himalaya Herbals jeszcze jedną szansę i wypróbować inne produkty z ich asortymentu. Znacie coś wartego polecenia?

3. Lumene Brightening Vitamin C Dry Skin Coctail - ulubieniec, który w ulubieńcach nie zdążył wylądować. Bo się skończył. Doszłam do wniosku, że chętnie kupię go ponownie i wtedy pojawi się przyzwoita recenzja. To opakowanie dostałam w prezencie - poprzedniej właścicielce koktail nie służył najlepiej i tak połowa buteleczki trafiła do mnie. A czymże on jest? Krótko mówiąc, to po prostu bogate w olejki serum, mające na celu rozświetlić, odżywić i nawilżyć cerę. W tej ostatniej kwestii spisuje się świetnie, dlatego polecam szczególnie posiadaczkom cer suchych.


3. Dermedic Hydrain Hialuro peeling enzymatyczny - peeling Dermedic przez dłuższy czas był moim ulubieńcem. Ma delikatne działanie złuszczające, a dzięki zawartości kwasu hialuronowego i mocznika całkiem dobrze nawilża. Po jego użyciu skóra jest miękka i świeża, choć dla niektórych efekt złuszczenia martwego naskórka może być zbyt słaby. Mimo wszystko, to wciąż produkt wart uwagi. Pełną recenzję znajdziecie tu <klik>.

4. Korektor rozświetlający Loreal Lumi Magique - kolejny ulubieniec, który pięknie rozświetla okolice pod oczami. Jeśli jednak szukacie mocnego krycia, tu go nie znajdziecie. <Tutaj> możecie zobaczyć go w akcji. 


5. Bielenda olejek do kąpieli Lawenda + Eukaliptus - mój wieczorny umilacz. Olejkiem bym go nie nazwała, to po prostu płyn do kąpieli o bardzo przyjemnym, relaksującym zapachu lawendy i eukaliptusa. Parę jego kropel wystarczy, aby cieszyć się wanną pełną piany i choć jest całkiem wydajny, zużyłam go w ekspresowym tempie. Rozważam ponowny zakup i choć mam ochotę wypróbować inne wersje, do tej z pewnością też powrócę. Więcej o moich wieczornych rytuałach możecie poczytać tu <klik>.

6. Płyn Micelarny Bioderma Sensibio - Biodermy nie muszę chyba nikomu przedstawiać. To mój micel numer jeden i choć czasem mam ochotę na eksperymenty z innymi, różowa Bioderma zawsze stoi w pogotowiu. Lubię ją za to, że jest delikatna, bezzapachowa i skuteczna, plus często znajdziecie ją w promocji 1+1.

I to już koniec moich zużyć. Jestem ciekawa czy coś Was zainteresowało, a może używałyście któregoś z tych kosmetyków?

PS: A jak tam Wasze noworoczne postanowienia? U mnie na razie całkiem nieźle - podjęcie decyzji o ruszeniu tyłka z kanapy, zakiełkowało mi w głowie gdzieś koło listopada i nawet zaczęłam coś w tym kierunku robić, ale skończyło się ... kontuzją. No cóż, zrzucanie kilogramów przed Świętami i tak było głupim pomysłem. W każdym razie, zrobiłam drugie podejście i zaczęłam biegać - tym razem obyło się bez potu i łez, dałam sobie czas, żeby spokojnie złapać rytm i takie podejście opłaciło się. Za mną pierwsze 3 kilometry. Bez bólu i zakwasów na drugi dzień, za to z ogromnymi pokładami energii i chęci na więcej. Nie sądziłam, że to powiem, ale bieganie wciąga i jest na prawdę super!

pozdrawiam 
Kinga
SHARE:
© 2025 ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig