Części z Was produkty, czy chociaż sama nazwa, Tesori d'Oriente zapewne nie są obce. Nie będę więc przynudzała wstępami i szybko przejdę do sedna (a jeśli jednak jesteście nowi w temacie możecie zajrzeć do poprzednich wpisów, <tu> lub <tu>). Moje doświadczenie z włoską marką jak dotąd było całkiem przyjemne, w związku z czym z chęcią przygarnęłam kolejny egzemplarz. Wybór był dość oczywisty, bo Ambra i Szafran chodził mi po głowie od pierwszych próbkowych testów.
A jak się do tego obrazu ma Tesori? Moim zdaniem całkiem nieźle. Nawet nieco tandetne plastikowe opakowanie świetnie wpisuje się w klimat orientalnego bazaru. W skład linii Marrakech wchodzą jak dotąd cztery wersje zapachowe i wszystkie prezentują się ciekawie. Mamy więc Hibiskus i Różowy Pieprz, Neroli i Kardamon, Wanilia i Imbir oraz, cieszący się największą popularnością, a moim zdaniem najlepszy z całej czwórki, Ambra i Szafran.
O ile w przypadku niektórych tworów Tesori odnoszę wrażenie, że nazwy mają niewiele wspólnego z zapachem (co nie znaczy, że same w sobie nie są ciekawe), tak z tym takiego problemu nie ma. Pierwszy psik jest ciepły, rozgrzewający i otula dość mocną, aczkolwiek nie duszącą mieszanką słodkawej ambry, szczypty szafranu, imbiru i czegoś drzewnego, kojarzącego się z zapachem tytoniu. I choć perfumy Tesori na ogół są dość płaskie, w tym przypadku mój nos dał się chyba zwieść. Mam bowiem wrażenie, że wszystko to niezwykle zgrabnie się komponuje, przenika, delikatnie przechodzi w kolejne fazy, na koniec pozostawiając na skórze spożywczo-waniliową bazę. Od początku do końca pachnie to bardzo przyjemnie, a ja, im dłużej Ambry i Szafranu używam, tym bardziej mi się ten zapach podoba. Dodam jeszcze, że w połączeniu z całkiem fajnym żelem pod prysznic z tej samej linii, umilił mi już nie jeden wieczór.
pozdrawiam
Rose&Vanilla