9.3.17

Rozdanie z PureLemons / Iossi, Mokosh


<ZAKOŃCZONE>

Dziewczyny! Razem z Panią Karoliną ze sklepu Purelemons przygotowałyśmy dla Was świetne, wiosenne rozdanie, w którym do zgarnięcia są dwie perełki ze zdjęcia:

1. Krem nawilżający Naffi Awokado&jojoba od Iossi

2. Masło do ciała melon i ogórek od Mokosh Cosmetics

Jeśli macie na nie ochotę, zapraszam na moje konto na Instagramie i Facebooku - tam poznacie wszystkie szczegóły. Zachęcam gorąco, nagrody są na prawdę wspaniałe!

Jeśli lubicie naturalną pielęgnację (skoro tu jesteście, zakładam że tak właśnie jest ;)), koniecznie zajrzyjcie na Purelemons. W asortymencie sklepu znajdziecie najlepsze, w większości polskie, marki produkujące organiczne i naturalne kosmetyki dla kobiet, mężczyzn i dzieci. Polecam!

pozdrawiam
Kinga
SHARE:

1.3.17

Ulubieńcy ostatnich miesięcy


Ostatnie dwa miesiące były bardzo dobre dla mojej cery - wszelkie problemy w końcu się unormowały, a ilość kosmetyków jakie stosowałam, skurczyła się do dosłownie kilku sprawdzonych hitów. Takich, które zdołały wyciągnąć z mojej skóry wszystko to co najlepsze, przywrócić jej blask i gładkość. Myślę, że niejedna posiadaczka cery wrażliwej zgodzi się z tym, że w pielęgnacji takowej najważniejsza jest delikatność, równowaga i umiar. Trzymanie się sprawdzonych kombinacji, w moim przypadku, oparcie codziennej pielęgnacji na olejkach i naturalnych ekstraktach działa cuda. 

W oczyszczaniu od dawna jestem wierna piankom z Phenome - różana jest genialna, a obecnie używam męskiej wersji Phenome Gentle Foam Cleanser, którą niechętnie dzieli się ze mną mój M. Zaczęło się od jednorazowego testu, a skończyło na tym, że dosłownie wyrywamy ją sobie z rąk, Jest genialna, ultradelikatna, nie wysusza, nie podrażnia i ma przyjemny, odświeżający cytrusowy zapach (psst... ta pianka, jaki i kilka innych kosmetyków Phenome jest obecnie w promocji 40%, warto się skusić). 

Hydrolat różany Iossi to tak na prawdę czysty wyciąg z róży damasceńskiej. Pięknie pachnie, delikatnie nawilża i koi skórę. Używam go codziennie przez aplikacją serum na bazie olejków - przy tego rodzaju pielęgnacji warto, a nawet trzeba mieć pod ręką dobry tonik/hydrolat, a u mnie to właśnie wyciągi różane sprawdzają się najlepiej (wcześniej faworytem był tonik z Ministerstwa Dobrego Mydła, ale ten z Iossi lubię ciut bardziej).

Po spryskaniu twarzy różaną mgiełką pora na kolejny krok. Tu stawiam na Lipidowe Serum Passiflora Laboratorium Femi. To prawdziwy pielęgnacyjny mocarz, cudownie sprawdza się przy cerze wrażliwej i naczyniowej. Kilka kropli i skóra staje się nawilżona, odżywiona i gładka, ale zaznaczam, że ze względu na formułę (to serum oparte na mieszance olejków) nieporównywalnie lepsze efekty uzyskamy używając go w duecie z ulubionym tonikiem lub hydrolatem. Dodatkowo, Passiflora świetnie sprawdzi się jako samodzielny kosmetyk - tak na prawdę wcale nie potrzebuje wsparcia kremu.

W ciągu dnia przez ostatnie miesiące byłam wierna kremowi odmładzającemu Citisime Laboratorium Femi. Przede wszystkim ma na prawdę świetną formułę - nie jest ani ciężka, ani lekka, a idealnie po środku. Bardzo szybko się wchłania i gwarantuje mocną dawkę nawilżenia przez cały dzień. Kosmetyki Femi mogą pochwalić się fenomenalnymi składami, a moja cera wprost uwielbia te formuły i wyjątkowe mieszanki organicznych składników - jestem przekonana, że to w dużej mierze im zawdzięczam jej obecny wygląd. Już wkrótce postaram się opowiedzieć o Femi nieco więcej.

Krem pod oczy 1.4 eye Fridge by Yde, to kolejny mój, zaraz po coffee eye, hit marki. Jest nieco lżejszy od poprzednika, ale równie mocno odżywczy i nawilżający. Świeżutki prosto z lodówki, dzięki zawartości lanoliny, ekstraktów różanych, ekstraktu z zielonej herbaty i bławatka, wspaniale regeneruje, koi i nawilża. Bardzo mocno polecam!

Na koniec Yope krem do rąk Herbata/Imbir i drzewo sandałowe, które co prawda są ze mną od niedawna, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się polubimy. Oba kremy są lekkie, dobrze nawilżają i bardzo przyjemnie pachną. Opakowania kupiły mnie od razu, a ceny są na prawdę fajne. Czego chcieć więcej :)



Koniecznie dajcie znać, czy znacie moich ulubieńców, a jak ostatnio wygląda Wasza pielęgnacja?


pozdrawiam ciepło
Kinga

SHARE:

28.12.16

Ulubieńcy grudnia


Święta za nami, pora więc położyć kres ciszy, jaka ostatnio panowała na blogu. Mam nadzieję, że udało Wam się spędzić ostatni czas w ciepłej, radosnej atmosferze i w gronie najbliższych. Ja postanowiłam odpocząć od wirtualnego życia i faktycznie muszę przyznać, że ostatni tydzień upłynął bardzo przyjemnie. Było smacznie, świątecznie i bardzo rodzinnie, co prawda bez śniegu, ale ten łaskawie postanowił spaść właśnie dziś, więc nie jest tak źle ;) Tylko słońca brak, na czym niestety cierpią zdjęcia - robiłam chyba ze trzy podejścia do tego wpisu, aż stwierdziłam, że lepiej już chyba nie będzie.


Ulubieńcy, jak to u mnie, w 100% pielęgnacyjni. Zacznę od świetnego ujędrniającego olejku do ciała Flori, polskiej marki Femi. Marka istnieje na naszym rynku bardzo długo i aż dziw, że dopiero teraz wpadła w moje ręce. Laboratorium Femi tworzy własne, ekologiczne receptury od 25 lat (a więc o wiele dłużej niż trwa obecna moda na kosmetyki naturalne), a składy ich produktów są na prawdę imponujące. Na pewno napiszę o nich nieco więcej, a na razie mogę Was tylko zapewnić, że Flori to kosmetyk bardzo wyjątkowy. W jego składzie znajdziemy olejek jojoba i wyciąg z kaparów, dodatkowo wypakowany jest olejkami eterycznymi: z kadzidłowca, mirry, palmarozy. Taka mieszanka działa jak najlepszy okład dla skóry - koi, świetnie ujędrnia, nawilża i odżywia, ale przede wszystkim, skutecznie wspomaga walkę z cellulitem i rozstępami. Zapach jest dość intensywny z nutą kadzidła i mirry, aczkolwiek nie jest to aromat mocno dominujący i po jakimś czasie nie czujemy go na skórze w ogóle. Dla mnie jest piękny, niecodzienny, wręcz zmysłowy, a do tego absolutnie niespotykany. Aplikacja olejku jest bardzo szybka i przyjemna, ale zaznaczam, że wmasowuję go w jeszcze wilgotne ciało, zaraz po kąpieli. W ten sposób kosmetyk szybciej się wchłania i mam wrażenie, że skóra jest o wiele miększa i dogłębnie nawilżona. Uwielbiam sięgać po ten olejek i polecam Wam go bardzo mocno!

Jako że od dawna jestem zwolenniczką olejków Ministerstwa Dobrego Mydła, nie mogłam odmówić sobie wypróbowania najnowszego, z opuncji figowej. Jest on o tyle wyjątkowy, ze zawiera wysoką zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie kwasu Omega 6. Wykazuje się silnym działaniem przeciwzmarszczkowym, zwiększa nawodnienie i odporność skóry. Po dłuższym stosowaniu skóra jest miękka i odżywiona, olejek nie jest obciąża jej, a w duecie z hydrolatem różanym, swobodnie można stosować go samodzielnie, bez użycia kremu. To świetny kosmetyk, dobrze spełnia swoją rolę, jednak w przyszłości pewnie wrócę do olejku z pestek śliwki, który jest znacznie tańszy, a działa podobnie.

Tuż przed świętami marka Bikor zaskoczyła mnie bardzo miłym prezentem świątecznym w postaci aromatycznej świecy do masażu o zapachu wanilii i pomarańczy. Pachnie wybornie, a dodatkowo jest w 100% naturalna. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do masażu świeczką, ale wiecie co, to jest właściwie całkiem fajne! Zapalamy sobie świeczkę do kąpieli, a później roztopiony wosk możemy wmasować w dowolne partie ciała. Nieźle nawilża, sam masaż ciepłym olejkiem jest bardzo przyjemny no i skóra po nim cudownie pachnie. O ile tylko Bikor postanowi wprowadzić świeczkę do swojego asortymentu, polecam wypróbować.


Naturalny scrub z olejem z pestek śliwki i olejkiem jojoba Hagi pokazywałam wam już wcześniej. Przede wszystkim przepięknie pachnie marcepanem i stanowi idealne uzupełnienie relaksujących zimowych kąpieli, Scrub jest dosłownie wyładowany olejkami i ekstraktami, w których zanurzono ścierające drobinki soli. Wrażliwcy nie muszą się go obawiać, bo jest stosunkowo delikatny Moja skóra wcześniej reagowała podrażnieniem na solne peelingi, ale ten okazał się w sam raz - lekko peelinuje, nie podrażnia, dobrze nawilża i generalnie sięgam po niego z wielką przyjemnością.

Na koniec zostawiłam bardzo ciekawy duet do włosów. Amerykańska marka Living Proof, której twarzą jest Jennifer Aniston, tworzy wyłącznie kosmetyki do pielęgnacji włosów, które mają być odpowiedzią na trzy główne problemy - puszenie, brak objętości i zniszczenie. Brzmi zachęcająco prawa? Kosmetyki LP nie zawierają siarczanów, parabenów, olejów i silikonów, a duet szampon+odżywka Perfect Hair Day o którym mowa, jest idealnym rozwiązaniem dla włosów cienkich i puszących się, czyli dokładnie takich jak moje. Szampon świetnie oczyszcza i utrzymuje czuprynę w dobrej kondycji na prawdę długo, odżywka sprawia, że są sypkie i nawilżone, do tego oba kosmetyki są bardzo wydajne i mają świetny energetyzujący zapach. Ja jestem z nich bardzo zadowolona, choć cena, niestety, jak na produkty do włosów jest nieco wygórowana.

Dajcie znać co myślicie o moich ulubieńcach, a co Was zachwyciło w ostatnim miesiącu?

pozdrawiam
Kinga
SHARE:
© ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig