MENU

18.12.14

Planeta Organica - balsam marokański i szampon turecki


W ostatnich tygodniach moją włosową pielęgnację ponownie zdominowały rosyjskie hity z Planeta Organica. Po małej przerwie, i romansami z innymi kosmetykami, z całą pewnością mogę stwierdzić, że moje zdanie na temat prezentowanej dwójki nie zmieniło się ani trochę. No i chyba pora najwyższa, aby światło dzienne ujrzała recenzja.

Niewątpliwie największą gwiazdą jest tu balsam marokański. To on od dawna cieszy się popularnością, całkiem zresztą słuszną. Najczęściej używam go w duecie z szamponem tureckim, który, również zasługuje na chwilę uwagi. Tak więc od szamponu zacznę recenzję. 

Na początku rzut oka na skład:

Aqua with infusions of: Organic Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Corylus Avellana Seed Oil, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Organic Citrus Grandis Fruit Extract, Eugenia Caryophyllus Seed Extract, Vanilla Planifolia Flower Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride, Parfum, Citric Acid

Kluczowe składniki to olej z liści eukaliptusa, orzecha laskowego, cynamonu i grejpfruta oraz ekstrakt z wanilii. Substancje myjące znajdują się dopiero na dalszych pozycjach. Zapach szamponu (dla mnie dość istotna sprawa) początkowo może zaskoczyć. Spodziewałam się cynamonowo-waniliowej bomby, natomiast dostałam coś co na początku jawiło mi się jako mocna mieszanka ziół. Zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu, a który ja od razu pokochałam. Po chwili zastanowienia i zerknięciu na skład, rzeczywiście rozpoznaję w nim intensywny aromat eukaliptusa, rozgrzewającą woń cynamonu i cierpkość grejpfruta. Niesamowicie działa na zmysły i fajnie pobudza, do tego utrzymuje się na włosach po umyciu, potęgując uczucie świeżości i czystości. 

Odnośnie działania. Na początek banał, choć dość istotny. Szampon dobrze się pieni i nie plącze włosów. Przyznam szczerze, że nie tego się spodziewałam po pierwszym zerknięciu na skład i tu miło się zaskoczyłam. Dozownik z wydziela dość skromne porcje, więc trzeba kilka pompek, aby wydobyć wystarczającą ilość produktu. Po umyciu włosy są w dobrym stanie, a szampon świetnie radzi sobie z oczyszczaniem i nie obciąża ich nawet po kilku sesjach. Zawarte w nim olejki zapewniają dodatkową dozę pielęgnacji jednak przy moich suchych i cienkich włosach nie jest ona wystarczająca, abym mogła obejść się bez odżywki. I tu do akcji wkracza drugi produkt.


Balsam Marokański pokochałam od pierwszego użycia, najpierw za cudowny orientalny zapach, a zaraz potem za efekty. 

Aqua with infusions of Argania Spinosa Kernel Oil, Organic Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Rosa Damascena Flower Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Organic Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Skupiając się na tym co dobre, a to na szczęście znajduje się na początku składu, mamy tu olej arganowy, ekstrakt z mięty, róży damasceńskiej, kwiatu pomarańczy, olej z liści eukaliptusa i oliwę z oliwek. Zapach po raz kolejny wprawił mnie w zachwyt i myślę, że wielbicielkom cięższych, orientalnych woni, powinien przypaść do gustu. Wiem, że to jedynie dodatek i nie powinnam rozwodzić się nad nim w pierwszej kolejności, ale przyznam szczerze, że były takie przypadki, gdy piękny aromat kosmetyku potrafił przesłonić mi jego mniejsze wady. Na szczęście tym razem nie ma takiej potrzeby, bo o wadach balsamu ciężko byłoby mi cokolwiek napisać. Nie widzę żadnych. Podczas gdy niektórzy narzekają na kiepską wydajność, ja w tej kwestii nie mam zastrzeżeń. Tym bardziej, że cena nie jest zaporowa i balsam kupimy za około 18 zł. W tej kwocie dostajemy kosmetyk, który, w moim przypadku, zapewnia lśniące, idealnie wygładzone i dobrze nawilżone włosy. Balsam zlikwidował problem puszenia, sprawił, że włosy są sypkie i niesamowicie miękkie w dotyku. Dodatkowo, po dłuższym stosowaniu nie spowodował obciążenia, a różnicę po jego użyciu wciąż widać u mnie gołym okiem.


Balsam i szampon tworzą razem zgrany zespół, który nie byłby jednak tak skuteczny, gdyby nie pierwszy z wymienionych kosmetyków. Balsam marokański mogę zdecydowanie polecić, bo poradzi sobie świetnie w duecie z wieloma innymi szamponami. Szampon tybetański natomiast, jest po prostu dobrym produktem, który świetnie spełnia swoją funkcję umilając proces mycia głowy pięknym zapachem. Dodatkowym plusem jest fakt iż zawiera całkiem słuszne ilości składników korzystnych dla wzrostu i wzmocnienia włosów. 

Ciekawa jestem ile z Was miało okazję z nich korzystać. Jakie są Wasze wrażenia? Sprawdziły się u Was, czy może nie byłyście z nich zadowolone?

pozdrawiam
Kinga

SHARE:
© 2025 ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig