4.9.16

Ulubieńcy sierpnia


Sierpień lekko dał nam w kość i właściwie mogłabym go podsumować trzema słowami - przedszkole, przeziębienie, praca. Pierwsze dni córki w przedszkolu, kompletnie pozbawiły mnie zdolności skupienia się na czymkolwiek. Niestety spełniły się moje obawy i nie obyło się bez problemów, a teraz, po miesiącu wciąż widzę, że przed nami jeszcze długa droga (mamy przedszkolaków, czytacie to? u Was też było tak ciężko?). Dołóżcie do tego jeszcze powrót do pracy i przeziębienie, które rozłożyło wszystkich po kolei i macie obraz naszych ostatnich tygodni.

Wracając do tematu, mam dla Was kilka kosmetyków, które świetnie zadziałały w okresie stresu, kiedy brak snu i apetytu momentalnie odbił się na stanie mojej cery i włosów. I wiecie co? Naturalne, relaksujące zapachy, plus skoncentrowane działanie, na prawdę czynią cuda!


Zacznijmy od ciała. Seria otulająca Pat&Rub była ze mną przez większość lipca i cały sierpień. Balsam praktycznie dobił już dna (pisałam o nim już tu), natomiast żelu do ciała zostało całkiem sporo. Wiecie, że uwielbiam zapach tej serii, do tego oba kosmetyki są bardzo delikatne dla skóry i mają przyjazny skład. Balsam świetnie odżywia, nawilża, jest lekki i szybko się wchłania. Żel zawiera delikatne substancje myjące, przez co łagodnie oczyszcza skórę, nie wysuszając jej, a do tego jest bardzo wydajny. Pewnie już słyszałyście o zamieszaniu wokół marki, więc wiecie że te same formuły kosmetyków, są teraz dostępne pod nazwą Naturativ.


Szampon Evening Primrose (wieczorny pierwiosnek) John Masters Organics, przeznaczony dla włosów suchych, początkowo lekko mnie rozczarował. Miałam wrażenie, że nie oczyszcza zbyt dobrze, na szczęście problem tkwił w metodzie, a nie samym kosmetyku. Szampon składa się z protein, aminokwasów i olejków roślinnych, przy czym nie zawiera silnych środków myjących. Charakteryzuje się bardzo naturalnym, lawendowo-ziołowym aromatem, który ja osobiście uwielbiam. Jest bardzo relaksujący i absolutnie nie drażni! Sam szampon świetnie pielęgnuje (tak pielęgnuje!) moje włosy, jest bardzo delikatny dla skóry głowy i dobrze oczyszcza - trzeba tylko użyć go nieco więcej niż mamy w zwyczaju. I tu mogłabym wytknąć mu kiepską wydajność, bo faktycznie znika nieco szybciej niż inne, ale patrząc na skład jakoś nie potrafię mieć pretensji. Na pewno sprawdzę inne wariaty i porównam jak wypadają w porównaniu do tej wersji.


Pozostając w temacie włosów, w tym miesiącu często wracałam do starego ulubieńca z Alterry. Maska do włosów granat i aloes jest bardzo wydajna, przyjemnie pachnie i ma na prawdę fajny skład. Często używam jej przy metodzie OMO, zarówno jako pierwszą jak i drugą odżywkę. Ładnie zmiękcza i nawilża włosy, przy czym jest bardzo lekka, nie obciąża, więc nada się świetnie do włosów cienkich i kręconych. Jeśli jakimś cudem ominął Was szał na Alterrę, który przeszedł przez blogosferę jakiś czas temu, polecam zgarnąć ją z półki w Rossmanie i wypróbować, zwłaszcza że cena (9 zł) jest na prawdę bardzo przystępna.


Phenome Replenishing Moisturising Oil to lekki, nawilżający olejek o aksamitnej konsystencji, który świetnie sprawdza się jako serum pod krem, lub samodzielny nawilżacz. Wcześniej używałam olejków Ministerstwa Dobrego Mydła i muszę przyznać, że ten jest od nich kompletnie inny. Lżejszy, o bardziej wodnistej konsystencji, bo przed olejkami w składzie znajdują się trójglicerydy, które zapobiegają utracie wody i poprawiają konsystencję kosmetyku. Osobiście preferuję czyste oleje, ale serum spisuje się u mnie bardzo dobrze, jeśli więc boicie się olejków solo, może być dla Was świetną alternatywą. Mimo lekkiej formuły skład jest bardzo bogaty, mamy tu olej arganowy, olej jojoba, ze słodkich migdałów, makadamia i kilka innych innych. 

Krem Phenome Ideal Skin Protector, to mój mały hit. Phenome po prostu wie jak robić dobre kremy do twarzy i ten nie stanowi wyjątku. Ideal Skin Protector zawiera całą masę składników doskonale wpływających na skórę wrażliwą i naczyniową (ekstrakty różane, ekstrakt z nasion kasztanowca, wody roślinne, wyciąg z aceroli), a do tego wzbogacony jest o naturalny filtr UV (SPF 10) i na prawdę świetnie sprawdził się w czasie wakacji. Konsystencja jest dość treściwa, ale kosmetyk bardzo szybko się wchłania. Aplikacji towarzyszy, bardzo przyjemny różany zapach - jak dla mnie absolutnie nie męczący, z resztą uważam, że cała różana seria Phenome pachnie kapitalnie. Krem błyskawicznie koi skórę, odświeża ją i lekko matowi. Jako posiadaczka cery naczyniowej, po ponad miesiącu stosowania, jestem z niego bardzo zadowolona, używam codziennie, uprzednio aplikując na twarz kilka kropel serum Replentishing.

Na koniec, John Masters Organics Raspberry Lip Calm, kapitalny, odżywczy i nawilżający malinowy balsam do ust. Cały czas noszę go przy sobie i uwielbiam za cudowny, apetyczny zapach i organiczny, w pełni naturalny skład (malina, oliwa z oliwek, jojoba, olejek z ogórecznika). Niesamowicie przyjemny w aplikacji, świetnie odżywia, nawilża, zmiękcza i chroni usta. Polecam!


I to już wszyscy ulubieńcy tego miesiąca. Dajcie znać jeśli coś Was zaciekawiło!

pozdrawiam
Kinga
SHARE:

28.7.16

Ulubieńcy lipca


Lipiec był wyjątkowo udany. Powolny, leniwy, a mimo to mam wrażenie, że zleciał nad wyraz szybko. W końcu mogłam zwolnić obroty, spędzić czas z rodziną, znaleźć czas dla siebie. Bez pośpiechu, bez codziennego gonienia między domem, a pracą. Z natury jestem typem domatora i bardzo brakowało mi tego spokoju przez cały rok. To właśnie w domu, między bliskimi, wypoczywam najlepiej - na nic nie zamieniłabym tych długich, leniwych poranków (nawet jeśli zaczynały się o 6 rano), kreskówek, spacerów po parku, weekendów u dziadków, totalnego luzu i beztroski - po prostu bycia razem, bez potrzeby patrzenia na zegarek. Między tymi chwilami znalazłam też czas na drobienie blogowych zaległości, zakupy i zakochanie się w paru cudownych kosmetykach.

Jak było z tym zakochaniem? Już opowiadam.


W lipcu ponownie zabrałam się za ćwiczenia, a z szuflady wyciągnęłam szczotkę do ciała (przyznaję, że ostatnimi czasy mocno ją zaniedbałam). Nie mogło więc zabraknąć odżywczego, regenerującego skórę balsamu. Phenome Smoothing Body Balm okazał się świetnym wyborem - to naturalny balsam intensywnie modelujący, który sprawi, że nasza skóra będzie bardziej elastyczna, sprężysta, odżywiona i nawilżona. Phenome ma aksamitną, ale bardzo treściwą konsystencję, a do tego świeży, lekko ziołowy zapach, który bardzo lubię. Świetnie sprawdza się po ćwiczeniach i masażu szczotką. Błyskawicznie wygładza i świetnie nawilża skórę, a pod koniec miesiąca widać już pierwsze efekty kompleksowych działań. Skóra jest jędrniejsza, bardzo gładka, a nogi z każdym dniem wyglądają coraz lepiej.

Jakiś czas temu do mojej codziennej pielęgnacji dołączył słynny krem ze śluzem ślimaka - Mizon Snail Repair Eye Cream. Krem pod oczy zawiera 80% filtratu wydzieliny ślimaka, która odpowiedzialna jest za wygładzenie i regenerację skóry. Dodatkowo pobudza produkcję kolagenu, działa rozświetlająco, nawilżająco i ujędrniająco. Ma neutralny zapach, lekką konsystencję, a skóra chłonie go bardzo szybko. Na ogół nie mam problemów z przesuszoną skórą pod oczami - sięgam po sprawdzone kosmetyki, które utrzymują ją w dobrej kondycji, ale uwierzcie, gdy tylko trafi mi się niewypał, drobne zmarszczki dają o sobie znać. Mizon świetnie utrzymuje skórę w ryzach, jest ładnie napięta i rozświetlona - od kiedy go stosuję praktycznie zrezygnowałam z korektora pod oczy, więc jeśli macie problemy ze zmęczonym spojrzeniem, ślimakowy krem może być dla Was ratunkiem. W kwestii nawilżenia, znam lepsze kosmetyki typowo do tego celu przeznaczone i mam wrażenie, że Mizon, z racji konsystencji, dobrze spisze się jako baza rozświetlająca pod silniej działający krem. Niemniej jednak, to już opcja dla wymagających, ja bardzo go polubiłam i z przyjemnością stosuję zarówno na dzień jak i na noc.

Kolejnymi ulubieńcami są dwa kosmetyki do makijażu, które potrafią cudownie upiększyć muśniętą słońcem cerę. Pierwszy z nich to Chanel Vitalumiere Aqua w odcieniu 20 Beige, lekki podkład na bazie wody, który idealnie stapia się ze skórą, sprawia, że jest rozświetlona, promienna i ma wyrównany koloryt. Krycie jest delikatne i właśnie taki efekt lubię latem. Podkład trzyma się na skórze bez zarzutu przez się cały dzień, do tego zawiera filtr ochronny SPF 15. Polecam szczególnie posiadaczkom cer suchych. Drugi kosmetyk to Bikor Como Satin Blush N°5 w odcieniu Sunrise, czyli róż i rozświetlacz w jednym, Ma ciepły, łososiowy odcień i drobinki rozświetlające, które sprawiają, że skóra nabiera świetlistego, złotego blasku. Dużym plusem jest wysoka jakość wykonania i piękny, waniliowy zapach. Latem nie wyobrażam sobie niczego lepszego. Uwielbiam!


Oczyszczanie. Musi być bardzo delikatne, w przeciwnym wypadku skóra od razu daje o sobie znać. Jeśli jesteście wrażliwcami, jak ja, Aesop Fabulous Face Cleanser powinien sprawdzić się u Was doskonale. To łagodny żel myjący na bazie oliwy z oliwek, z całym bogactwem naturalnych ekstraktów i olejków. Bardzo dobrze oczyszcza, nie podrażnia, można go stosować w okolicach oczu, a do tego pięknie pachnie rozmarynem (bardzo lubię ten zapach!).

Produkty do włosów pojawiają się na blogu dość rzadko, bo nieczęsto trafiam na kosmetyki z których byłabym w pełni zadowolona. Intensywną odżywkę do włosów John Masters Organics Lavender & Avocado uwielbiam ze względu na niesamowity zapach (o ile lubicie lawendę), genialny skład i świetne działanie. Odżywka jest lekka, dobrze nawilża, sprawia że włosy są sypkie, miękkie i sprężyste. Moje kręcone włosy przyjęły ją nad wyraz dobrze. Jak dotąd stosuję ją na całą długość, a czupryna nie jest ani trochę obciążona, czy oklapnięta. Im dłużej używam, tym bardziej jestem zadowolona z efektów i mam ochotę na kolejne kosmetyki od JMO.

Na koniec Hermes Un Jardin Sur Le Nil, zapach o którym rozpisywałam się już <tu> i <tu>. Mieszanka trawiastej zieleni, świeżości i soczystego mango, działa odprężająco i cudownie zgrywa się z moją skórą w najgorętsze dni. Noszę nałogowo.


A jaki był Wasz lipiec? Macie jakieś kosmetyczne zachwyty, którymi chciałybyście się podzielić? A może u mnie znalazłyście coś co Was zainteresowało?

pozdrawiam
Kinga
SHARE:

13.7.16

Nowości kosmetyczne


Uwielbiam takie posty, bo ... uwielbiam gromadzić nowości. W przeciągu ostatnich kilku tygodni systematycznie uzupełniałam braki w szeregach mojej pielęgnacji - większość kosmetyków, których używam obecnie dobija już dna, więc, jakże by inaczej, czas najwyższy spróbować czegoś nowego. Wszystkie produkty, które tu widzicie są naturalne, a większość z nich to polskie marki, które znam i lubię. Jedne poczekają na swoją kolej w szufladzie z zapasami (wcaale nie ma tam tłoku, naprawdę), inne są już w użyciu, i jak dotąd spisują się świetnie. Jeśli więc chcecie poznać kilka wstępnych opinii i jesteście ciekawe, co w najbliższym czasie będzie pojawiać się na blogu, zapraszam do dalszej części wpisu.


Zacznę od rodzynka w całym towarzystwie. Hermes Un Jardin Sur le Nil chodził mi po głowie od wiosny, a tego lata ochota na coś nowego, świeżego i zielonego w końcu skłoniła mnie do zakupu. Ogród na Nilu jest bardzo naturalny, zielony, z nutami soczystego mango i cierpkich cytrusów, traw i sitowia. Orzeźwia, ochładza i jest wspaniałym wyborem w najgorętsze dni (jeśli macie ochotę poznać zapach, możecie jeszcze zgarnąć jego próbkę na moim Instagramie).

Produktów John Masters Organics używam już od jakiegoś czasu, ale nie pokazywałam ich jeszcze na blogu. Zdecydowałam się na duet szampon wieczorny pierwiosnek+ intensywna odżywka lawenda i awokado i niestety, szampon, choć przeznaczony do włosów suchych, na moich nie sprawdził się najlepiej. Okazał się zbyt delikatny, za słabo oczyszcza i jest mało wydajny. Inaczej sprawa ma się z odżywką, która od razu przypadła mi do gustu. Ma relaksujący zapach, jest lekka, ładnie nawilża i nie przeciąża włosów. Miłą niespodzianką okazała się też malinowa pomadka ochronna JMO, którą sklep Ogranicall.pl dorzucił do zakupów. Dobrze nawilża, smakowicie pachnie i ma świetny skład i zabieram ją ze sobą dosłownie wszędzie.

Niedawno marka Phenome postanowiła obdarować mnie kilkoma ze swoich bestsellerów - o ile produkty Phenome dobrze znam i bardzo lubię, tej czwórki nie miałam okazji używać wcześniej. Balsam modelujący Smoothing jest już w użyciu i, wstępnie, bardzo go polubiłam (odpowiednio treściwy, świetnie nawilża i ujędrnia skórę). Niebawem przyjdzie kolej na krem nawilżający Nourishing (jeden z najpopularniejszych produktów marki) i Ideal Skin Protector - krem wzmacniająco-ochronny z naturalnym filtrem SPF 10. Na ten drugi liczę w szczególności, gdyż wydaje się być czymś, co moja skóra powinna polubić -  ma łagodzić podrażnienia, uspokajać naczynka i wyrównać koloryt naskórka. Ostatnim kosmetykiem jest nawilżający olejek do twarzy Replentishing. Cóż, wiecie jak kocham olejki, więc wprost nie mogę się doczekać pierwszych testów!



Od paru miesięcy byłam wierna i (z wzajemnością) zakochana w różanej piance oczyszczającej Phenome, wiedziałam więc, że gdy tylko się skończy, ciężko będzie znaleźć coś lepszego, albo chociaż dorównującego jej działaniu. Zdecydowałam się na Aesop Fabulous Face Cleanser, delikatny żel dedykowany skórze wrażliwej, który w składzie ma mnóstwo dobroczynnych olejków i ekstraktów. Baardzo podekscytowana, zaczęłam używać żelu kilka dni temu i od razu bardzo go polubiłam. Kosmetyk ma niezwykle przyjemną konsystencję, świetny ziołowy zapach, bardzo dobrze oczyszcza, nie podrażnia i nie wysusza. Im dłużej go stosuję, tym bardziej mam jednak wrażenie, że nie jest tak delikatny jak oczekiwałam (choć od ostatecznego werdyktu na razie się wstrzymuję).
edit: wydawało mi się, żel jednak jest super :)

Pat&Rub zafundowało ostatnio świetną promocję, dzięki której udało mi się zgarnąć balsam i żel do mycia z cudownie pachnącej serii otulającej. Oba kosmetyki spisują się wspaniale i pachną przepięknie (karmel, cytryna i wanilia!). Jako że Pat&Rub znika z rynku (choć kosmetyki mają wciąż być dostępne pod inną marką - Naturativ), podejrzewam, że do końca wakacji podobnych okazji pojawi się jeszcze kilka - zdecydowanie warto z nich skorzystać!

Najnowsze zakupy to oczyszczający żel do twarzy Organique (poczeka aż skończę Aesop) oraz tonik oczarowy, w którym pokładam spore nadzieje - tym bardziej, że ma spore grono zwolenniczek. 

I to wszystko. Dajcie znać czy coś Was zainteresowało, a może o czymś chcecie poczytać w pierwszej kolejności? 

pozdrawiam
Kinga
SHARE:
© ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig