Kolor producent określa jako Pink Punch - nazwa identyczna z bardzo popularną pomadką Baby Lips - według mnie poza oczywistą dawką różu mają niewiele wspólnego. Color Sensational jest zdecydowanie cieplejsza w odcieniu, mimo, że to właściwie fuksja. Baby Lips jest zdecydowanie chłodna, bardziej wpadająca w zimny fiolet. Color Sensational określiłabym jako malinowo jagodowy shake.
Noszę ją na dwa sposoby. Poniżej delikatny efekt uzyskany przez wklepanie odrobiny pomadki palcami. Bezpiecznie i subtelnie, a efekt bardzo świeży i naturalny.
Na kolejnym zdjęciu szminka w pełnej krasie - dla mnie za mocno na co dzień, ale na specjalną okazję jak najbardziej. Można kombinować z wersjami pomiędzy, ja pokazuje najsłabszy i najmocniejszy efekt jaki udało mi się uzyskać. Na zdjęciu powyżej widać, że moje usta są nieco suche i spierzchnięte. Niżej - szminka bez problemu sobie z tym poradziła - suchości nie widać, skórek nie podkreśla. Konsystencja jest gładka, kremowa z ładnym połyskiem.
Maybelline Color Sensational polubiłam ze względu na kolor, konsystencję i fakt, że nie wysusza ust. Dzięki temu można ją z powodzeniem używać zimą. Trwałość jest zadowalająca, stopniowo się zjada, ale kolor jest mocny, i barwi usta na długo. Malowanie to przyjemność - sunie po ustach jak masełko, rozprowadzając szminkę równo na całej powierzchni. Trzeba jednak uważać, bo ze względu na miękką konsystencję, w ekstremalnych sytuacjach może się rozmazać. Mimo tego mam ochotę na inne wersje (wiem, że jest też kilka odcieni z drobinkami, jednak takie niezbyt lubię).
Zdecydowanie polecam wypróbować Pink Punch, szczególnie tym osobom, które (jak ja) w chłodnych, fuksjowych kolorach na ogół nie wyglądają zbyt korzystnie - o dziwo ta bardzo dobrze współgra z moim typem urody.
pozdrawiam
Kinga