5.3.14

Nowości


Witam! Dziś mam dla Was mały zbiór nowości, które zgromadziłam przez ostatnie tygodnie. Część czeka na swoją kolej jeszcze od grudnia, inne są stosunkowo nowe. Zakupy makijażowe, w większości przemyślane, okazały się jak najbardziej trafione. Pielęgnacyjnie raz jeszcze okazuje się, że najbezpieczniej postawić na sprawdzone rzeczy, bo testowanie nowości nie zawsze jest dobre dla naszego ciała i portfela. No ale tak źle nie jest - na razie węszę jeden bubel. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam :)

Nafta kosmetyczna - czytałam o niej ostatnio na blogu jaskółcze ziele i chyba pod jej wpływem zwróciłam na nią uwagę w aptece. Nafta jest tania (ok 5 zł) więc czemu nie spróbować. Liczę, że sprawdzi się w przypadku moich włosów i upiększy je trochę :) 

Kokosowy krem do rąk AA Sensitive Nature Spa  -  akurat trafiłam na przecenę całej serii. Zarówno AA Sensitive jak i AA Eco ma kilka bardzo dobrych produktów więc nie zastanawiałam się długo. Już teraz mogę powiedzieć, że zakup tego kremu to był strzał w 10. 

Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco - miałam ochotę na jakąś zmianę w kwestii demakijażu, a nowość od Sylveco wydała się idealnym wyborem. Ponieważ mam do ich produktów dostęp stacjonarnie, jak tylko zobaczyłam na sklepowej półce, od razu się skusiłam. Tego mleczka używamy podobnie jak żelu, czyli wmasowujemy w mokrą twarz aby rozpuścić makijaż po czym zmywamy wodą. Jak dotąd używałam go do demakijażu kilka razy i powiem szczerze, że mam dość skrajne odczucia. Sama jeszcze nie wiem czy się z nim lubię, czy nienawidzę. Przewiduję, że to będzie mój wielki bubel, ale z recenzją jeszcze się wstrzymam.


Maska nawadniająca Dermedic Hydrain 3 Hialuro - najnowszy zakup, po dobrych doświadczeniach z peelingiem enzymatycznym zdecydowałam się i na nią. Po pierwszym użyciu, miałam mieszane uczucia ze względu na konsystencję, jednak okazało się, że maska na prawdę działa i nawilża skórę na dłuższy czas.

Krem pod oczy Clinique all about eyes  - upolowałam na strawberry.net praktycznie za połowę ceny. Krem czeka na swoją kolej, aktualnie kończę nagietkowy z Sylveco, który spisuje się dobrze, jednak dla mnie jest nieco za lekki.

Bath & Body Works Sweet Pea - żel pod prysznic i balsam do ciała - a to akurat bardzo przyjemny prezent świąteczny. Oba produkty mają cudne opakowania i śliczny delikatny zapach słodkiego groszku 


Calvin Klein bezbarwny błyszczyk do ust i szminka w kolorze Cosmopolitan - dwa gratisy do zakupów w strawberry.net. Błyszczyk jest dość lepki, ale długo trzyma się ust i daje fajny efekt tafli. Szminka jest kremowa i dobrze napigmentowana. Kolor na szczęście trafiony - to taka klasyczna ciemna róża, dość zbliżona do mojego naturalnego odcienia ust. 

Szminka Rimmel Lasting Finish by Kate w odcieniu 16 - moja nowa miłość, jasny róż z dodatkiem pomarańczy, świetny kolor na sezon wiosenno-letni. Cudna :)

Korektor w kremie Catrice Camouflage w odcieniu Light Beige - bardzo dobry korektor, sprawdza się zarówno pod oczy jak i do zakrycia niedoskonałości.

Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe - matowy szarawy brąz, zdecydowałam się na niego ponieważ wiele osób pisało, że jest i idealny do podkreślenia brwi. Zgadzam się całkowicie, od kiedy kupiłam inne cienie do brwi poszły w odstawkę. Dodatkowo na powiece też wygląda świetnie :)


Woda perfumowana Toni Gard My Honey - perfumy wygrałam w konkursie Douglasa. Zapach jest świeży, dziewczęcy, idealny na wiosnę i lato. Czuć cytrusy i miód - trochę kojarzy mi się z Acqua di Gioia Giorgio Armani, ale bez tej miętowej nuty :) Sama bym nie kupiła, ale będę używała z przyjemnością. Dodatkowy plus za ładny, prosty flakonik.

Po zrobieniu wszystkich zdjęć i napisaniu posta zorientowałam się, że zapomniałam o jednej ślicznotce, która pojawi się w najbliższej recenzji - mowa o pewnym cieniu z Catrice, który zaspokoił mój głód na Bobbi Brown sparkle eyeshadow (pisałam o nim tu <klik>) Domyślacie się o czy mowa?

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii na temat powyższych produktów, ja tymczasem kończę z postami zbiorczymi/denkami/ulubieńcami i zabieram się za konkretne recenzje :)

pozdrawiam
Kinga
SHARE:

26.2.14

Ulubieńcy stycznia i lutego


Ulubieńcy mają to do siebie, że nie zmieniają się (albo nie powinni się zmieniać) zbyt często. Większość rzeczy, które pokazywałam w poprzednich postach wciąż bardzo lubię i chętnie używam, więc wypadałoby wrzucić ich tu ponownie. Na pewno miejsce znalazłyby paletka Sleek Au Naturel, maska do włosów z Pat&Rub, szminka Rimmel Airy Fairy czy olej arganowy (który niestety w tym miesiącu sięgnął dna). Jeśli, ktoś ma ochotę poczytać o starociach odsyłam do poprzednich postów.


Zebrało się jednak przez te dwa miesiące kilka produktów, które szczególnie doceniłam. Wiadomo, kobieta zmienną jest, pora więc na nowości. Będzie trochę kolorówki (głównie z Maybelline) i mała dawka pielęgnacji. 


1. Czarny eyeliner żelowy Maybelline Lasting drama - trzyma się cały dzień, nie kruszy i nie rozmazuje. Kolor jest intensywny i nie blednie w ciągu dnia. Dobrze się nim maluje, choć konsystencji nie nazwałabym żelową, raczej kremowo-maślaną. Polecam i odsyłam do recenzji i zdjęć <klik>.

2. Cień w kremie Maybelline Color Tattoo - On and on bronze  - najlepszy do szybkiego makijażu. Kolor to wielowymiarowy brąz, który raz wydaje mi się chłodny, nieco szarawy, innym razem wpada w miedź. Na powiece połyskuje i zmienia się dając wrażenie głębi i dokładnego cieniowania. Właściwie sam robi makijaż, trzeba go tylko wklepać palcem, lub pędzelkiem, jest też bardzo trwały. Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda na powiece, odsyłam do posta na jego temat <klik>.


3. Szminka Maybelline Color Sensational - Pink Punch 175  - kolejny (i ostatni) produkt Maybelline. Szminka, którą bardzo polubiłam za kolor i konsystencję. To taka malinowo-jagodowa fuksja. Pięknie wygląda na ustach. Recenzja tu <klik>.

4. Baza pod cienie Lumene - jak wyglądało moje życie zanim odkryłam bazy pod cienie? Pewnie podobnie, z tym wyjątkiem, że mój makijaż prezentował się o wiele gorzej. Baza Lumene zdecydowanie utrwala cienie, pozwala im wytrzymać na powiece od rana do wieczora, poprawia ich nasycenie i zapobiega rolowaniu w załamaniach. Jeśli szkoda Wam wydać ponad 20 zł na takie maleństwo, to wiedzcie, że jest bardzo wydajna - swoją mam od wakacji i końca wciąż nie widać. Dzięki niej można również zaoszczędzić na cieniach, zwyczajnie kupując te tańsze - świetnie sprawdza się na przykład przy paletkach Sleeka, gdzie poszczególne kolory bywają różne. Pełna recenzja dopiero się pisze :).


5. Mleczko do ciała Isana Med z 10 % mocznikiem - o tym, że mleczko pomogło w problemach skórnych (skóra atopowa) pisałam już w recenzji <klik>. Teraz używam go gdy czuję, że skóra jest przesuszona, oraz po depilacji - tu sprawdza się świetnie. Na zdjęciach widać, że zatyczka się nie domyka - jakiś mały kawałek plastiku się oderwał. No cóż opakowania Isany może nie należą do najlepszych, ale ich produkty są warte uwagi. 


6. Peeling enzymatyczny dla skóry suchej - Dermedic Hydrain 3 Hialuro - jego recenzję zamieszczałam niedawno <klik>. Ma całkiem dobry skład - kwas glikolowy na początku (złuszcza naskórek,  oczyszcza pory, rozjaśnia przebarwienia), dużo substancji nawilżających w tym kwas hialuronowy i mocznik. U mnie działa i, co najważniejsze, nie podrażnia skóry.

To już wszyscy ulubieńcy. Ciekawa jestem jakie kosmetyki sprawdzały się u Was przez ostatnie tygodnie. Jeśli macie ochotę pisujcie w komentarzach, będzie mi bardzo miło :)

pozdrawiam
Kinga
SHARE:

23.2.14

Dermedic Hydrain 3 Hialuro - peeling enzymatyczny do skóry suchej

Dziś mam dla Was recenzję peelingu enzymatycznego, który dobrze się u mnie sprawdza i śmiało może konkurować z niejednym "zdzierakiem". Dla niewtajemniczonych, peeling enzymatyczny to alternatywa dla osób z wrażliwą lub naczyniową skórą, u których stosowanie peelingów z drobinkami jest zbyt mocnym i podrażniającym zabiegiem. W tym przypadku jednak, myślę, że nie tylko wrażliwcy mogą skorzystać. 

Dermedic oferuje peeling, który zawiera wodę termalną, kwas glikolowy i L-argininę (6%), kwas hialuronowy, mocznik, glicerynę, alantoinę. 

Dokładny skład: 
Aqua, Glycolic Acid, Arginine, Isopropyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-33, Cyclomethicone, Sodium hyaluronate, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Triethanolamine, polyacrylamide C13-14 Isoparaffin Laureth-7, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Urea, Allantoin, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum.


Zaleca się stosować go raz w tygodniu, nakładając na twarz niezbyt cienką warstwę na 15 - 20 min. Po tym czasie nadmiar należy zmyć wacikiem, a resztę można pozostawić do wchłonięcia. Peeling zawiera dość sporo składników aktywnych mających na celu złuszczenie martwego naskórka (kwas glikolowy) i nawilżenie skóry (L' arginina, kwas hialuronowy, mocznik). Niestety w składzie znalazł się też silikon i konserwanty. Te drugie jednak daleko na końcu. Nie robię z tego wielkiego halo gdyż, nie stosuję produktu jako kremu pielęgnacyjnego i po 20 min zmywam go dokładnie z twarzy.  


Jeśli chodzi o właściwe działanie złuszczające, jestem z niego zadowolona. Jako osoba, która nie używa peelingów mechanicznych, szukałam czegoś co pomogłoby złuszczyć naskórek nie powodując podrażnień i zaczerwienień. Jak działa Dermedic? W moim przypadku po nałożeniu czasem pojawia się lekkie swędzenie skóry, które jednak szybko znika. Dla mnie to znak, że coś się dzieje. Peeling ma lekką konsystencję i przypominający owocowy zapach, który jest charakterystyczny dla kilku innych produktów Dermedic. Charakterystyczna jest też lekko silikonowa formuła. Ja silikonów na twarzy nie lubię, dlatego kremów z Dermedic nie używam (w kilku się z tym spotkałam) i dlatego peeling dokładnie zmywam po użyciu.

Z działania jestem zadowolona, skóra jest gładsza, lekko rozjaśniona, sprawia wrażenie zdrowej i nawilżonej. Co najważniejsze, peeling nie powoduje podrażnień, zaczerwienień i nie zapycha - choć nie wiem jak będzie w przypadku, gdy nie zmyjemy go całkowicie. Produkt stosuję raz w tygodniu na oczyszczoną skórę, i bardzo lubię tę część pielęgnacji. 

Polecam wypróbować jeśli akurat szukacie dobrego produktu złuszczającego. Cena jest nieco wyższa w porównaniu z peelingami Ziaji czy Flosleku. Wynosi ok 25-27 zł, ale płacimy tu po prostu za lepszy skład i działanie, które ja jestem w stanie zauważyć, po poprzednim uzywaniu Floslekowego peelingu.

Stosujecie peelingi enzymatyczne? Ciekawa jestem, czy macie jakieś sprawdzone kosmetyki tego typu. 

pozdrawiam
Kinga
SHARE:
© ROSE AND VANILLA . All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig